23 lipca 2015

OPOWIADANIE

Hej! postanowiłam zacząć publikować na blogu moje opowiadanie. na razie zamieszczam pierwszy rozdział i czekam na opinie.

DIANA



    Siedziałam na kamieniu na środku jeziora. Wszystko wokół spowijała gęsta mgła. Normalny czlowiek pewnie nie czułby się komfortowo w takiej sytuacji. Jest tylko jeden mały, drobniuteńki szczególik: nie można mnie nazwać normalnym człowiekiem. Po pierwsze, nie żyłam już od bardzo, bardzo dawna, a po drugie - nigdy nie byłam w pełni normalna. Wdychałam świeże powietrze, ciesząc się, że Śmierć nie odebrała mi zmysłów. Dzięki temu miałam przynajmniej złudzenie życia. 
   - Diana? Co ty tu robisz? - zapytała jakaś syrena. Chyba nazywała się Harpreet.
   - Nic. Siedzę.

   Po chwili usłyszałam plusk wody i zobaczyłam, że z trudem usiadła obok mnie. Niewiele istot by się na to zdobyło. Ale Harpreet była zdrowo walnięta, co sprawiało, że nie czuła lęku przede mną. Miło było wiedzieć, że bycie białą damą nie odstrasza wszystkich.

   - Marine chce cię poznać. Jest tutaj ze mną, ale boi się wyjść z wody. - Harpreet pokazala palcam na tafle jeziora, gdzie można było dostrzec twarz syreny. Księżniczka Ultramarine, czy też po prostu Marine, jak zwracała się do niej Harpreet, była dosyć nieśmiała. Nie pasowało to do cech przyszłej królowej. Wielu mieszkańców Oceanu widziało w tej roli młodszą siostrę Ultramarine, księżniczkę Blue Cobalt. Mi też wydawała się lepszą kandydatką na głowę państwa. 

   Harpreet zanurzyła głowę pod wodę i wrzasnęła: 
   - Marine! Diana nic Ci nie zrobi! - pomyślałam, że gdyby ktoś z Oceanu ją wtedy widział, na pewno zostałaby ukarana. - Nic jej nie zrobisz, prawda? - zapytała mnie.
    - Oczywiście, że nie. 

  Ponownie zanurzyła się w jeziorze. Nie rozumiałam, o czym rozmawiają, ponieważ Marine zaciągnęła przyjaciółkę głębiej. Rozumiałam jej obawy. Moglam jednym słowem pozbawić je obie życia. Niestety, tylko niektórzy zdawali sobie sprawę z tego, że nie przepadam za zabijaniem. Śmierć tego nie pochwala, ale w końcu to nie ja mianowałam się jej córką. Najchętniej pożyłabym jeszcze trochę. 
   Z rozmyślań wyrwał mnie donośny głos Harpreet.
   - Marine mówi, że żeby z nią porozmawiać, musisz zejść pod wodę.

    Zastanowiłam się. Umiem oddychać pod wodą. W końcu ja nie mogę umrzeć po raz kolejny. To byłoby dziwne. 

   - W porządku. Zgadzam się. 
   Plusnęło i Harpreet zniknęła pod powierzchnią wody. Wstałam i stwierdziłam, ze nikt nie zabroni mi do wody wskoczyć.
   Odbiłam się od kamienia i skoczyłam. Jak zwykle, nie bylo żadnego dźwięku. Bycie białą damą to cos gorszego niż bycie duchem. Duchów nikt nie boi się tak jak białych dam. Duchy nie mogą odebrać życia. Są traktowane jak żywe istoty, czego nie można powiedzieć o białych damach.
    Pod wodą czułam się jak w powietrzu. Wiedziałam, że wyjdę z niej całkiem sucha. Fale były niczym wiatr, popychający mnie do przodu. Na samym dnie jeziora siedziała Ultramarine. Wyglądała na nieco wystraszoną. Poczułam się dziwnie. 

   Czy ona nie zdawała sobie sprawy ze swojego urodzenia? Przecież nikt nie zaufa takiej królowej! Może jednak Blue lepiej się do tego nadawała... 
   - Marine, to jest Diana. Poznajcie się. 

Jeśli macie jakieś zastrzeżenia co do treści lub samego tekstu, proszę o komentarz. To taki mój w debiut w pisaniu:)
PS.:Nie mam pojęcia, jak pozbyć się tych przerw. Postaram się, aby w następnych rozdziałach ich nie było.