28 marca 2017

Co u mnie? /opowiadanie

OMG, DRUGI POST W TYGODNIU, CZY TO JAKIEŚ ŚWIĘTO?
Szczerze to nie, ale ostatnio dostałam jakiegoś kopa energii, i po prostu... chce mi się dużo rzeczy, robię je szybko, i znalazłam czas na napisanie posta [i chyba nie macie mi za złe tego, że coś dodałam xD mimo roboty w szkole staram się Was nie zaniedbywać].
Dzisiaj będzie inaczej - trochę przez to, że nie mam na razie żadnej pracy, którą mogłabym się Wam pochwalić [pracy w sensie rysunku ;-;], ale uznałam że to dobra okazja, żeby trochę opowiedzieć o moim codziennym życiu, żebyście mogli mnie bliżej poznać czy coś. Nie, postaram się Was nie zanudzić :')
Tak, Kicia ^^ specjalnie dla Choco, bo ostatnio często o niej wspominasz [jeśli to nie atak sklerozy i czegoś nie pokręciłam, jak zwykle ;-;]

Zastanawiałam się, czy zacząć to od jakiegoś początku dnia czy coś, ale... w sumie sama nie wiem, jak to wyjdzie, pewnie coś w rodzaju wielkiego misz-maszu różnych faktów z życia, czasem z wtrąceniami w nawiasach, jak zawsze.

Zwykle wstaję około godziny 6.05 - 6.15, żeby zdążyć do szkoły. Chodzę do gimnazjum [jak pewnie wiele razy wspominałam, no cóż, to trzecia klasa ;-; ciekawi mnie, jaki będę miała plan dnia w liceum czy gdzieś dalej] w sąsiedniej wsi, w mojej jest tylko podstawówka, i muszę do szkoły dojeżdżać. Czasami podwozi mnie mama, innym razem ok. 7.10 idę na autobus [z tym, że raz jedzie o 6.55, raz nawet 7.20...więc warto na przystanek iść wcześniej ;-;].
Ogólnie w szkole lubię być wcześniej, jakoś tak się przyzwyczaiłam. Ostatnio przed lekcjami siedzę na parapecie obok schodów, jeszcze nikt mnie stamtąd nie wygonił :') na lekcjach jak to na lekcjach - siedzę zwykle sama, w pierwszej lub drugiej ławce przed nauczycielem [tak, to dość dziwne, ale lubię tam siedzieć], a klasie służę za zegarek na nogach. Na przerwach, w przeciwieństwie do innych osób z klasy, chodzę po szkole sama [jakoś zawsze, jak komuś proponuję przejście się ze mną, to ludzie mi odmawiają ;-;], czasem szukam znajomych z innych klas.
Po lekcjach zdarza mi się czekać w szkole na odjazd do domu, przy okazji odwiedzam bibliotekę i sklepik [z przyzwyczajenia, nie lubię siedzieć w szatni i czekać, lubię sobie chodzić po szkole, ale nie wrzeszczę i nie szukam sposobów, jak wkurzyć ludzi]. W domu sprawdzam neta, jem, bawię się z kotem, dzisiaj wspięłam się na niskie drzewo [no, musiałam podstawić sobie stołek z pnia, ale zawsze coś], ogólnie inaczej sobie to wyobrażałam ;-;
Później zwykle zabieram się za lekcje, nie wiem jak Wam, ale mi pomaga słuchanie muzyki przy np. matmie :') jak zostaje czasu, robię jakieś ankiety, bloguję [jak dzisiaj], rysuję...

Nie wiem, może kogoś to ciekawiło... na koniec mam jeszcze dla osób, które kiedyś prosiły o jakieś opowiadanie ode mnie... moje zadanie z polskiego :') początek z pomocą +Catty Night [bo Nin nie umie za bardzo pisać, a w każdym razie daleko mi do Cat], ale jest... ogólnie, polonistka była nieco w szoku, ponieważ jestem chyba pierwszą osobą w klasie, która oddała wypracowanie przed terminem ;-; co poradzę, nosi mnie, nie mogłabym wytrzymać aż tak długo... eh, nieważne.
Od razu mówię, że temat był narzucony przez nauczycielkę, i jakbym miała sama sobie coś wybrać, na pewno nie byłoby to science fiction... ale ogólnie chyba nie jest źle.
Napisz opowiadanie o tym, że odbyłeś wyprawę w kosmos. Wypracowanie rozpocznij słowami „Śniło mi się, że…”. Urozmaić opowiadanie opisem niezwykłej planety (położenie geograficzne, ukształtowanie powierzchni, roślinność, charakterystyczne miejsce, wrażenia, jakie wywarł krajobraz) a także dialogiem.
Następczyni tronu Eferii
   Śniło mi się, że lecę. To w sumie nic nowego, bardzo często w snach leciałam lub spadałam. Jednak tym razem lot był dziwnie powolny, bardziej jakbym dryfowała. Pomyślałam, że może to oznaczać, że jestem w wodzie – skłoniło mnie to do otwarcia oczu, a to, co zobaczyłam, przerosło moje oczekiwania. Znajdowałam się w bezkresnym kosmosie. Wokół mnie krążyły odłamki skał, drobne, świetliste gwiazdy i wielkie, karłowate planety. Ku mojemu zdziwieniu mogłam oddychać i bez trudu poruszać się w przestrzeni. Machając rękami, podleciałam do pierwszej z nich. Była spowita zgniło-zieloną mgłą, w oddali dostrzec można było wulkany i unoszące się znad kraterów opary. Powierzchnia planety pokryta była czymś przypominającym żwir, nie widać było żadnych roślin i śladów życia – nadzieja na spotkanie kogokolwiek umarła. Oprócz wulkanów zauważyłam też wiele jaskiń.
   Planeta wydawała się niezbyt przyjazna, dziwił mnie fakt, że mogę oddychać bez większego problemu, mimo unoszących się w powietrzu oparów o wyraźnym zapachu siarki. Pył jednak pokrył moją skórę, dżinsy i sweter żółtawym nalotem, na szczęście nie wypalił on dziur w naskórku ani ubraniach. Zaczynały mi powoli łzawić oczy, zatem pobiegłam w stronę najbliższej jaskini, by uchronić się przed oparami. Im głębiej wchodziłam, tym zimniejsze stawało się powietrze. Po przejściu sporego dystansu w głąb jaskini, przed moimi oczami ukazało się małe, zielone światełko.  Świetlik przez moment siedział mi na nosie, ale nagle szybko poleciał, jakby chciał, bym poszła za nim. Skierowałam się w stronę, w którą prowadziło mnie światło. Po kilku krokach moim oczom ukazały się pokryte świecącymi, żółtymi i niebieskimi kryształami ściany groty. Przy niektórych skupiskach klejnotów stały załadowane nimi wagoniki, a o nie oparte było kilka narzędzi przypominających kilofy. Na ziemi leżało kilka porzuconych par rękawic, zdecydowanie za dużych, by mogli nosić je ziemianie. Kopalnia nie wyglądała na opuszczoną, pracownicy, bo chyba jacyś musieli być, mogli wrócić w każdej chwili. Kamienie świeciły na ścianach i suficie, biło od nich jakieś przyjemne ciepło, a ja trzęsłam się z zimna, dlatego podeszłam bliżej i dotknęłam niebieskiego kryształu. Poczułam, jak wstrząsa mną dreszcz, a siarka, którą pokryte były moje ubrania i skóra odpryskuje i spada na ziemię. Zaciekawiło mnie to, co robią żółte klejnoty, więc wyciągnęłam rękę w stronę jednego z nich, kiedy usłyszałam kroki i odgłosy rozmów, dobiegające z jednego z korytarzy w jaskini. Moja ręka zawisła w powietrzu kilka centymetrów od kryształu, gdy moim oczom ukazali się robotnicy – przypominali nieco ludzi, oprócz chyba trzech metrów wzrostu, niebieskiej, pokrytej małymi łuskami skóry i rogów na głowach. Ubrani byli w szare kombinezony, i wydawali się zaszokowani moim widokiem. Z przerażenia nadal nie mogłam się ruszyć.
   - Ej, ty! – zawołał jeden z kosmitów, z czerwoną odznaką na szarym uniformie. – Odsuń się od odyńców! – po czym zaczął biec w moją stronę. Przeraziłam się, ale dzięki strachowi mogłam znowu się ruszyć, i dotknęłam żółtego, świecącego kamienia. Poczułam się nagle lekka, a moje kończyny zaczęły robić się przezroczyste. Nie, to złe słowo – zamieniałam się w dym. Machałam rękami na wszystkie strony, dopóki nie straciłam przytomności.
   Obudziłam się na dnie czegoś podobnego do zbiornika wodnego. Na szczęście nie był on głęboki, a ja nie miałam ochoty sprawdzać, czy umiem oddychać pod wodą, czy czymkolwiek płyn był. Szybko się wynurzyłam i gorączkowo zaczęłam łapać powietrze w płuca. Byłam cała mokra, a powietrze okazało się bardzo ciepłe. Wydostałam się z cieczy na brzeg, gdzie leżały sukienka, pantofle i płaszcz, wyglądające jak żywcem wyjęte z szafy jakiejś elegantki żyjącej w XX stuleciu – sukienka była do kolan, czerwona w białe kropeczki, płaszcz i buty czarne. Wszystko okazało się idealnie do mnie dopasowane. Rozejrzałam się wokół, ale jedyne co widziałam, to rozległe pola pokryte długimi, poruszanymi wiatrem trawami. Czyli jednak są tu jakieś rośliny. Jeśli oczywiście wyschnięte, długie badyle można roślinami nazwać…
    Jezioro, w którym leżałam, znajdowało się na pagórku, a gdy przymierzałam się do zejścia na dół, nagle spod ziemi wyrosły jaskrawo żółte stopnie, jeden za drugim, powoli tworząc schody, prowadzące aż za horyzont. Ostrożnie postawiłam stopę na jednym z nich, i na szczęście nadal byłam w jednym kawałku. Niewiele myśląc, udałam się w drogę tam, gdzie prowadziły schody, a następnie chodnik, ponieważ trudno o schody na równym terenie. Trawy okazały się wyższe ode mnie, mimo że wyraźnie wiał wiatr, poruszając nimi, nie czułam na sobie ani jednego podmuchu.
   Droga trwała wiele godzin, jednak nie odczuwałam zmęczenia, jakby chodnik dawał mi energię, by brnąć do przodu za wszelką cenę. Szkoda, że nie mogłam liczyć na takiego kopa na przykład w szkole, czy podczas wstawania rano z łóżka… Idąc dalej widziałam zarys miasteczka, mur je ogradzający, wzgórze, pokryte domami i uliczkami, a na szczycie potężny zamek – wszystko to wydawałoby się bardzo podobne do Ziemi, gdyby nie to, że wszystkie budynki oprócz pałacu przypominały piłki z wyciętymi dziurami na okna, a zamiast dachu na każdym z nich rosła trawa, podobna do tej wokół ścieżki, jednak wydawała się żywsza, zdrowsza. Droga prowadziła do bram miasta, które otworzyły się już kilka kroków przede mną. Wahałam się przez moment, jednak nie miałam gdzie zawrócić, a w mieście mogłam spotkać kogoś, kto powiedziałby mi, gdzie jestem. Po przekroczeniu bram, widziałam, że chodnik kieruje mnie jeszcze wyżej, prawdopodobnie w stronę zamku. Idąc, przyglądałam się z bliska budynkom, i udało mi się dostrzec przez okienka, że w środku są zupełnie inne, niż na zewnątrz – widziałam tam technologię, o jakiej na Ziemi nikomu się nie śniło. Domy zamieszkiwali mali kosmici, tym razem były to niskie, jasno różowe istoty z czułkami wyrastającymi znad brwi. Na końcu każdego czułka znajdowało się małe światełko. Kosmici nie mieli włosów, jedynie coś podobnego do macek, widziałam jednak parę kosmitek, które spinały je w kucyki czy plotły z nich warkocze. Wyglądali dużo przyjaźniej niż ci w kopalni. Mała grupka obcych, wszyscy z bransoletami na rękach, oglądali wyświetlane przez bransoletę jednego z kosmitów fotografie z uśmiechniętymi, ubranymi bardzo wytwornie kosmitkami i głośno komentowali ich wygląd. Niektórzy obracali głowy, kiedy koło nich przechodziłam, inni nie zwracali na mnie uwagi, nikt nie zaczynał rozmowy, więc kierowałam się dalej swoim chodnikiem.
   Stanęłam przed bramą pałacową, a kilku ubranych w czarne, przylegające zbroje strażników uchyliło je przede mną, po czym zaczęli mnie eskortować w drodze po chodniku. Odwróciłam się na moment i ujrzałam, że kosmici z miasta kierują się do zamku, niosąc w dłoniach świecące kulki. Z nowym orszakiem przekroczyłam próg pałacu, i dotarłam do sali, na środku której stał duży, obity w czerwoną tkaninę tron. Obok niego stała elegancko ubrana kosmitka, w rękach trzymała srebrną, ozdobioną klejnotami koronę. Chodnik prowadził mnie w stronę tronu, później przekształcał się w schody, by można było dostać się na tron. Wspięłam się po nich, ale zanim zdążyłam usiąść, podeszła do mnie kosmitka z koroną.
   - Zgromadzeni! Mam zaszczyt obwieścić wam, iż przybyła wyczekiwana przez stulecia następczyni tronu Eferii – jej głos poniósł się echem po sali tronowej. – Dzisiaj wypełni przepowiednię i złoży ofiarę Najwyższemu – podeszła do mnie z koroną w rękach, nie przerywając swojej mowy. – Dziecko, nawet nie wiesz jak bardzo cieszymy się, że tu jesteś. Musiałaś przebyć długą drogę, ale Szlak Przeznaczenia jednak doprowadził cię do nas, na całe szczęście – mówiła, pokazując na żółty chodnik, który mnie tu doprowadził.
   - Całe szczęście! Całe szczęście! – wykrzykiwali poddani, dopóki kosmitka nie uciszyła ich gestem.
   - Mam zaszczyt włożyć na głowę naszej władczyni koronę, która wypełni przepowiednię i ocali nasz lud – rzekła, wkładając mi koronę. Nakrycie głowy okazało się trochę ciężkie, jednak nie spadło. Kosmici zgromadzeni w pomieszczeniu uklękli, wypuszczając z rąk kule światła, które unosiły się powoli w stronę sufitu. Zbliżył się do mnie i koronującej mnie jeden ze strażników, podając eleganckiej obcej dość sporych rozmiarów sztylet. Trochę mnie to zaniepokoiło, jednak nie miałam zbyt dużo czasu, by myśleć.
   - Niech przeznaczenie się wypełni! – krzyknęła kosmitka, wbijając nóż prosto w moje serce. Świat zaczął wirować, poddani krzyczeli coś o wypełnieniu się przeznaczenia i składaniu w ofierze, a światła dolatywały do sufitu. Przed moimi oczami zapanowała ciemność, czułam jedynie niesamowity ból w klatce piersiowej.
   Osunęłam się na chodnik, czując, że umieram, kiedy nagle obudziłam się zlana potem we własnym łóżku. W moim ciele nie tkwił żaden sztylet, nie kapała ze mnie krew, oczy nie łzawiły od siarki. Żyłam, to wszystko było tylko snem. Ciężko oddychałam przez kilka minut, uważnie rozglądając się po pokoju. Dla pewności uderzyłam dłonią w ścianę, by sprawdzić, czy to wszystko jest prawdziwe. Z moich oczu pociekły łzy szczęścia, gdy poczułam pulsujący ból w nadgarstku.

Tekst ma [razem z poleceniem] 1407 słów... planeta pierwsza jest trochę inspirowana Mrocznym Światem z Thor: The Dark World, a mieszkańcy Eferii kosmitami ze Strażników Galaktyki.
Co sądzicie?
Nie wiem, może jeszcze kiedyś coś dodam, ale z dwojga złego wolę rysowanie... co pewnie widać.

Ten post jest dziwny ;-; no cóż... co tam u Was?

PS. pierwszy raz dodaję zadanie z polskiego na bloga, jeszcze nie ocenione, nieco się stresuję ;-; jeśli zauważycie jakieś błędy, to byłoby mi miło, gdybyście mi je pokazali, bym mogła w przyszłości ich uniknąć.

15 komentarzy:

  1. No post fajny, wypracowanie genialne ...
    Ech co mogę powiedzieć ... Jesteś w 3 Gim. Ja w 4 klasie podstawówki... Według mnie talent do pisania masz ^^
    Ta... Kiedyś napisałam : byłam mistrzynią ofrograwi !
    OrtograWi
    W
    Ta...
    Słodka kicia =^•^=
    Pozdrawiam
    Pati_Art
    ( Pierwsza he ,he ^^ )

    OdpowiedzUsuń
  2. O...
    Hey Ninu
    Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się posta ^^
    Ja sobie wstaję jakoś tak jak ty [ mieszkam w takiej wsi tuż przy Krakowie, a szkołę mam w mieście, ale rano dojazd trochę zajmuje]. I zwykle jadę z moimi braćmi, którzy chodzą do tej szkoły co ja, tylko do podstawówki. Hmmm siedzisz w sklepiku szkolnym? U nas sklepik jest przy wejściu tak... dobudowany do ściany, składa się z lady i jakiejś szafki. :D Niezbyt da się tam siedzieć.
    Heh, ładnie piszesz :D. Ostatnio kiedy my mieliśmy wypracowanie na polski ( utopijny Kraków - opowiadanie), napisałam chyba najdłuższe z klasy i oczywiście ja musiałam czytać. Pani stwierdziła, że da mi 6, choć jeszcze nie sprawdzała błędów ^^
    Nie wiem, po co ci o tym opowiadam, ale jakoś tak wyszło.
    Ja tam lubię i pisać i rysować. :D Aktualnie piszę dwa opowiadania... ^^
    "– nadzieja na spotkanie kogokolwiek umarła." - Ech, czemu musiałaś użyć słowa nadzieja? Jestem chyba na nie uczulona, czy coś. Moja przyjaciółka pisze opowiadanie, w którym występuje Nadzieja ^^ I zawsze, w szkole, jak ktoś powie nadziej, obie się śmiejemy XDD
    Nadal nie wiem po co to piszę :D
    Może już skończę? ^^
    - FloRainly

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się nie spodziewałam xD
      Ten sklepik jest w zasadzie obok szkoły, jest też szkolny, ale ja przeważnie siadam w tym obok [lepsze zapiekanki mają, hehe]
      Pół mojej klasy nie zrobiło tego wypracowania, no ale... to nic nowego u mnie ;-;
      Idk, lubię czytać jak ktoś mi coś opowiada, więc możesz pisać xD
      Nie wiem, jakoś tak mi pasowało w tym miejscu ;-; lel

      Usuń
  3. Kicia jest przesłodka! -Liliana 0798

    OdpowiedzUsuń
  4. słodki koteczek
    AnkaArtStudio

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak...Tamten komentarz mi się usunął i do tej pory nie miałam okazji napisać kolejnego
    Opowiadanie jest świetne,naprawdę.Bardzo mi się spodobało.
    Wstajesz o 6? O.O Ja ledwo o 7:00 Daję radę ;-;
    I dziękuję za Kicię <3 Przesłodki kotek (zapewne jak śpi,bo pisałaś kiedyś,że ma zamiłowanie do drapania Cię).
    Także ten chyba tyle
    Choco
    PS.Aaaaa i jeszcze raz gratki za PM :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę około 6, inaczej nie zdążę na szkolny ;-; w sumie sensu tego, że wyjeżdża o 7.10 nie widzę, skoro potem pół godziny tłuczemy się w gimbie ;-;
      Jej ^^ tak, akurat spała, i to chyba w ulubionej pozycji xD
      Dzięki Choco ^^ i dzięki wszystkim, którzy na mnie głosowali ♥

      Usuń
    2. Heh... Ja nie jeżdżę autobusem głównie dlatego że jeden mam o 6.10, a drugi o 7.15 [ ten już nie zdąża na pierwszą lekcję XD] Więc jeżdżę z braćmi. A moja przyjaciółka wstaje o 7.30 ;-;.
      Dobra, już kończę :D. Wracam do czytania Królestwa Kanciarzy

      Usuń
    3. Ech, nie podpisałam się :D
      - FloRainly

      Usuń
  6. A u mnie wgl nie ma sklepiku [#smuteczeq] pewnie dlatego, że podstawówka, gimnazjum i przedszkole+zerówka są w jednym budynku xD I jeszcze jest jedna szkoła na 4 wsie;-;
    ~MagickStyle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jest jedno gimnazjum na 3 wsie ;-; i klasy są dzielone ze względu na dojazdy, nie ma profili i wgl...

      Usuń
  7. jeju, super opowieść ^^ może...zrobiłabyś jakąś drugą część tej opowieści czy coś? Bardzo mnie wciągnęła...
    Mój kot tak samo śpi ^^ tak samo nawet wygląda ;-; tyle że mój to kot a twój to o ile się nie mylę kotka?
    Pozdrowionka ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie... to tylko zadanie na polski [a jutro dowiem się, jaką mam z niego ocenę], raczej kontynuacji nie planowałam, ale może kiedyś...
      No, Kicia to kotka xD

      Usuń
  8. Hey Ninu
    Nie wiedziałam gdzie ci to napisać, więc piszę tu ^^
    Niby miał być te post, no ale tam trudno. Egzamin ważniejszy :D. Znaczy, ważniejsze abyś się dobrze przygotowała, niż żebyś pisała posty zamiast powtarzać czy coś ^^
    Jeszcze raz ci życzę powodzenie! :D
    - FloRainly

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Flo
      W sumie nie myślałam, że ktoś napisze :') zwykle jak proszę o maile czy coś to jest nic
      [post "miał być" od dwóch tygodni, ale ciiii...]
      Nie dziękuję xd

      Usuń

♦ jeśli odpowiadasz na czyjś komentarz, korzystaj z opcji "Odpowiedz", znajdującej się pod każdym komentarzem
♦ jeśli komentujesz jako Anonim, pamiętaj, żeby się podpisać [wystarczy mi nawet jedna literka]
♦ hejty - przeważnie je zostawiam, czasami zdarzy mi się odpowiedzieć
♦ szanuję konstruktywną krytykę, a nie zwyczajny hejt
♦ ostateczna decyzja, czy dany komentarz zostanie opublikowany, należy do mnie
♦ wulgaryzmy [akceptuję tylko te w obcym języku, np. angielski, niemiecki] - jeden/dwa ~ ok, co drugie słowo wymagające cenzury ~ niestety, albo użyjesz magii gwiazdek lub innych słów, inaczej komentarz raczej się nie pojawi
♦ "Super blog, wpadnij do mnie " - niestety, takich komentarzy nie publikuję